Gangi Aberdeen. Rozmowa z Andy McBainem

Godzina 19.30. Jedna z knajp w dzielnicy Stretford w Manchesterze. Siedzę i oglądam mecz degustując miejscowe wyroby piwowarskie. Do baru podchodzi znajoma postać. Mężczyzna średniego wieku, dobrze wyglądający i zawsze dobrze ubrany. To Andy McBain. Szkot z krwi i kości mieszkający od wielu lat na stale w Manchesterze. Wszyscy go tu znają a on zna wszystkich. Człowiek o genialnym poczuciu humoru.

W jednej z wcześniejszych rozmów Andy powiedział mi, że pochodzi z Aberdeen, i że zna doskonale klimaty początków ruchu kibicowskigo w tym mieście, jak wiemy bardzo ważnym dla historii hooligans. Zapytałem więc, czy nie podzieliłby się ze mną tą wiedzą. Właśnie tego wieczoru miało to nastąpić. Zaopatrujemy się wiec obaj w barze w Johna Smitha i zaczynamy temat.

Cofamy się do lat siedemdziesiątych, kiedy to wszystko nabierało tempa. Aberdeen było wtedy miastem, w którym rządziły gangi, a każda dzielnica miała swój.

MASTRICK, TILLDRONE, NORTFIELD, TORRY,HILTON. W każdej z tych dzielnic działała osobna ekipa, która dbała o własne interesy. Każda z tych dzielnic działała osobno. Każda z dzielnic, prawie każdego dnia miała jakieś potyczki.

Znając szkocki charakter i charyzmę, możemy sobie tylko wyobrazić jak mocne to musiały być akcje. Druga polowa lat siedemdziesiątych jest to okres, gdzie zjawisko hooligans rozwija się w niesamowitym tempie. Na ustach całej Wielkiej Brytanii jest słynna ekipa RED ARMY na czele z Tonym O’Neillem. W Szkocji natomiast w owym czasie liczą się trzy siły Rangers, Celtic i Hibernian.

Jednakże powoli okazuje się, że wyłania się kolejna potęga wśród szkockich ekip.. ABERDEEN! W dzień meczu jak wspomina Andy, w Aberdeen działa się rzecz wyjątkowa, mianowicie wszystkie walczące ze sobą składy zbierały się w centralnym punkcie miasta, i pod wodzą człowieka o ksywie FAT FRAZER ruszały do boju pod nazwą GANG YOUNGE CREW.

Moment zbiórki przypominał czasami sceny z filmu  Gangi Nowego Yorku ponieważ niemal jednocześnie, z różnych części miasta wyłaniały się postacie mające już za parę chwil stoczyć walkę z wrogiem. Sam przywódca był wielkim facetem w długim czarnym płaszczu, i znakomicie wypastowanych butach od Dr.Martensa. Nie był najlepszym fighterem. Jednak jego wygląd budził respekt u przeciwników, więc idealnie pasował do schematu potężnej ekipy.

Andy bardzo często wraz ze starszym bratem brał udział w tych eskapadach. To co musiały przejść ekipy przykładowo z Glasgow w tym mieście, to była według wspomnień mojego rozmówcy gehenna. Ekipy te nigdy nie wiedziały, gdzie i kiedy nastąpi atak, ilu będzie przeciwników i jakiego sprzętu użyją.

Wraz z upływem czasu, z każdą następną potyczką ekipa Aberdeen była coraz mocniejsza i coraz bardziej niebezpieczna. Ich miejscowe wieloletnie porachunki okazały się znakomitym treningiem przed walkami z topowymi grupami.

Byli koszmarem sennym miejscowej policji. Tak jak szybko zbierali się i atakowali, równie szybko potrafili zniknąć. Byli znakomicie zorganizowani, i do perfekcji opanowywali wtapianie się w tłum oraz porzucanie sprzętu, którym się niejednokrotnie posługiwali. W dodatku, końcem lat siedemdziesiątych, chłopaki z Aberdeen przyjęli styl casual, który bardzo pasował do sposobu działania tej ekipy. Ten styl pozwalał na zachowanie anonimowości, co szło w parze z brakiem konsekwencji po nieraz tragicznych w skutkach bójkach.

Bardzo szybko nowy styl stał się znakiem firmowym miejscowych gimnastyków. Dzięki tej zmianie robili często spektakularne akcje, kiedy mieszali się z tłumem kibiców wrogiej ekipy, atakowali od środka siejąc panikę i popłoch.

Ponadto jak mówi sam Andy, styl casual był też niejednokrotnie ratunkiem dla wrogów. Zamiana ciężkich butów wojskowych na treningowe, wiele razy ratowała kogoś od potężnego nokautu czy straty uzębienia. Szczególnie wyjątkowo traktowano oponentów, którzy byli wysoko usadowieni na w hierarchii wyspiarskiej chuliganki. Niezwykle szybko G.Y.C uświadamiał im, że być może są popularni i silni, ale nie na ich terenie.

Dlatego też Celtowie czy Rengersi zostawiali wiele zdrowia i krwi podczas wizytowania tegoż miasta. We wspomnieniach mojego szanownego rozmówcy widać, jak ciężkie i zwariowane były to czasy. Wszędzie królowała przemoc. Jednak ludzie tamtych czasów bardzo dbali o honor, przyjaźń, i nawet w tak brutalnym świecie obowiązywały zasady, których ciężko doszukiwać się w dzisiejszych realiach.

Tak oto wyglądały początki ekipy, która z przeciętności wkroczyła na chuligańskie salony Wielkiej Brytanii. Od tamtego czasu każdy wiedział już co oznacza spotkanie z GANGAMI Z ABERDEEN.

(Rozmowę przeprowadził Revo)

Post Scriptum: Kind regards Mr. McBaine


...do archiwum