Wokół Futbolu: Przypadki i przykłady piłkarskiej degrengolady

Już coraz mniej osób pamięta złote czasy rzeszowskiej Stali. W latach gdy nasz klub grał w ekstraklasie, zdobywał Puchar Polski i grał w europejskich pucharach, zdecydowanej większości z nas nie było jeszcze na świecie.

Podejrzewam, że 99% czytających ten artykuł zna tamte chwile tylko z opowiadań lub książek. Obecna sytuacja jaka jest – każdy widzi. Niegdyś mierzyliśmy się z Legią, Ruchem czy Górnikiem, teraz potyczki toczymy z ekipami pokroju (z całym szacunkiem;)) Stali Kraśnik, Spartakusa Szarowola czy Avii Świdnik. Tu powstaje pytanie: czy to jakiś ewenement? Czy akurat my mamy takiego pecha? Okazuje się, że nie. Zarówno w Polsce jak i w całej Europie, przykłady upadku zasłużonych klubów to żadna nowość.
 
Spójrzmy na tabelę wszechczasów polskiej ekstraklasy. Nasza Stal jest wysoko – 11 sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej, 32. miejsce (bylibyśmy wyżej, ale w czasach gdy Biało-Niebiescy święcili największe triumfy za zwycięstwo przyznawano 2 pkt,, stąd wyższa pozycja np. Odry Wodzisław i Stomilu Olsztyn). W tym zestawieniu znajdziemy jednak kluby, które mają więcej sukcesów od nas, a ich losy potoczyły się jeszcze gorzej.
 
Daleko szukać nie trzeba. Kilkadziesiąt kilometrów od Rzeszowa znajduje się Mielec. Niegdyś mistrzowie Polski, mecze z Realem Madryt, HSV Hamburg, piękny i nowoczesny na ówczesne czasy obiekt. Po latach tłustych przyszły lata 90-te, klub stoczył się w ciągu kilku lat na samo dno. W pewnym momencie przestał w ogóle rozgrywać mecze w jakichkolwiek rozgrywkach. Obecnie działacze z Grzegorzem Lato na czele próbują powoli odbudowywać piłkę w Mielcu. Sytuacja ekonomiczna, a także dramatyczny stan stadionu (patrz zdjęcie), nie ułatwia im jednak zadania.

Kolejni mistrzowie kraju – Szombierki Bytom (1980r.) obecnie grają w A-klasie. Ich widoki na przyszłość są raczej mało optymistyczne, kasa klubowa świeci pustkami jeszcze bardziej niż w Mielcu. Oba te kluby łączy jednak inwestowanie w młodzież. Może za parę lat przyniesie to efekty?

W 1954 roku zdobyli Puchar Polski, w 1973 3.miejsce w ekstraklasie. 18. miejsce w tabeli wszechczasów zajmuje warszawska Gwardia. Ostatnio jednak zajęli 16. miejsce w… V lidze.

Klub ten wychował takich zawodników jak choćby Dariusz Dziekanowski i z pewnością ma swoje miejsce w historii polskiego futbolu, jednak ich perspektywy na przyszłość są o wiele gorsze niż w przypadku wymienionych wyżej Stali M. i Szombierek. Zespół z warszawskiego Mokotowa nigdy nie należał do lubianych. Typowo milicyjny rodowód sprawiał, że kibice w Warszawie woleli chodzić na Legię, Polonię czy nawet Warszawiankę lub Skrę. Czym staje się klub bez kibiców widać najlepiej właśnie na przykładzie Gwardii.

Mieliśmy jednak w historii naszej piłki także przykłady prawdziwie heroicznego powrotu z piłkarskiego niebytu. Najlepszym wzorem może być gdańska Lechia. Legendarny trójmiejski klub (m.in. Puchar Polski i mecze z Juventusem w PZP) dzięki ofiarności i operatywności licznej rzeszy fanów wrócił do ekstraklasy. Lechiści zaczynali jednak od A-klasy, gdy po dziwnym tworze, łączącym ich z poznańską Olimpią i ocierającymi się o kryminał działaniami włodarzy klubu, zespół praktycznie przestał istnieć. Były to swoją drogą dość egzotyczne wydarzenia, gdy Biało-Zieloni w kilkusetosobowych grupach jeździli po wsiach w okolicach Trójmiasta, budząc popłoch wśród lokalnej ludności. Teraz klub ma się dobrze i gra w ekstraklasie.

 Powoli też ogarnia się sytuacja w katowickim GKS-ie, który pozbawiony troskliwej ręki Mariana Dziurowicza stoczył się do 4 ligi. Teraz GieKSa pod prezesurą Jana Furtoka i dzięki często społecznej pracy fanatycznych kibiców, gra na zapleczu ekstraklasy i nie jest bez szans na awans. Podobnie jest w Pogonii Szczecin, która chyba najbardziej z polskich klubów ucierpiała na działaniach różnego rodzaju „biznesmenów” i „inwestorów”. Tam również w myśl oświeceniowego hasła o „pracy u podstaw”, stworzono najpierw Pogoń Nową, która zastąpiła zdezelowaną przez Antoniego Ptaka drużynę. W tej chwili Szczecinianie grają w nowej 2.lidze i mogą w miarę spokojnie patrzeć w przyszłość.

O Polskich zasłużonych klubach, które upadły bardzo nisko, można by się rozpisywać w nieskończoność, problemy miały Śląsk Wrocław, Arka Gdynia, Cracovia i wiele innych zespołów. Przenieśmy się jednak poza granice Polski.

W mocnych ligach europejskich pojęcie klubu „zasłużonego” ma nieco inny wymiar niż u nas. Często bowiem gigantyczne kłopoty dotykały zespołów, które znaczyły wiele nie tylko na krajowym podwórku, ale też na europejskiej arenie.

W Hiszpanii Atletico Madryt czy Betis Sewilla spadały z Primera Division, jednak dość szybko stawały na nogi. We Francji podobne sytuacje miały miejsce w przypadku FC Nantes i AS Saint Ettienne, jednak te drużyny również wróciły na swoje miejsce. Bardziej drastyczne przypadki miały miejsce w Anglii i we Włoszech.

W 2001 roku Leeds United grało w półfinale Ligi Mistrzów. Teraz mamy rok 2008 i popularne „Pawie” męczą się w League One (trzecia klasa rozgrywkowa). Trudno w to uwierzyć zważywszy na fakt, że z Leeds w ostatnich latach wyszła cała masa znaczących piłkarzy: Rio Ferdinand, Harry Kewell, Alan Smith, Paul Robinson czy Jonathan Woodgate – te nazwiska zna każdy kto choć trochę interesuje się europejskim futbolem. Mimo, że sprzedawano ich za gigantyczne pieniądze, to klub wpadł w potężne długi i do tej pory nie może się wykaraskać. A jest to 3-krotny mistrz Anglii i 2-krotny zdobywca Pucharu UEFA.

Dwa razy Puchar Mistrzów wygrywała natomiast ekipa Nottingham Forest. Na przełomie lat 70-tych i 80-tych legendarny menadżer Brian Clough stworzył wspaniałą drużynę, która jednak pozostaje tylko wspomnieniem. Zespół ze stadionu City Ground spadł do League One i przez lata nie potrafił nawiązać do swych chlubnych tradycji. Ostatnio jednak udało się im awansować do Championship (2 liga) i władze klubu odgrażają się, że to nie koniec.

Z kolei we Włoszech los nie oszczędził wielkich ekip z Florencji i Neapolu. Fiorentina po odejściu z klubu wybitnego snajpera Gabriela Batistuty oraz malwersacjach finansowych prezesa Cecchi Goriego zaczęła pogrążać się w otchłani. Klub praktycznie przestał istnieć. Powstała nawet nowa drużyna Florentia Viola, która zaczęła rozgrywki w IV lidze. Po kilku latach (z pewną pomocą od włoskiej federacji piłkarskiej) udało się powrócić do oryginalnej nazwy i do Serie A. Aktualnie Fiorentina walczy w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Napoli to klub, który kojarzy się przede wszystkim z jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu- Diego Maradoną. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych zdobywali 2 razy mistrzostwo Włoch, wywalczyli również Puchar UEFA. Lata 90-te przyniosły jednak pasmo rozczarowań, a na początku XXI wieku, drużyna z Neapolu stanęła na skraju bankructwa i wylądowała w IV lidze. Duży wpływ na to miała także ekonomiczna sytuacja całych południowych Włoch, które ogarnięte mafijnymi wpływami, mocno odstają od miast z północy. Napoli ma jednak prawdopodobnie najbardziej fanatycznych kibiców we Włoszech. Oni nie pozwolili klubowi zginąć. Pod koniec lat 90-tych gdy groziła im utrata licencji, fani zorganizowali zbiórkę pieniędzy i zebrali kilkaset tysięcy dolarów. W czasach IV ligi na stadion San Paolo przychodziło po kilkadziesiąt tysięcy ludzi (!!). Niedawno klub został kupiony przez znanego producenta filmowego – Aurelio de Laurentisa (nota bene wielkiego kibica Napoli) i całkiem dobrze radzi sobie w Serie A.

To kilka przykładów obrazujących jak szybko można w piłce z samego szczytu spaść na dno. Powody praktycznie zawsze mają podłoże ekonomiczne, niektórym udaje się te problemy rozwiązać, niektórym nie. Jednak powyższe zestawienie pokazuje, że jeśli zespół ma rzeszę wiernych kibiców, to nie zginie nigdy. To fani są największym kapitałem każdego klubu. I właśnie ten fakt pozwala nam wierzyć, że to co najgorsze dla Naszej Stali, jest już za nami. Każdy upadek ma swoje granice, działacze (jacy by nie byli) nie potrafią zniszczyć tego, co tworzyło się przez lata. Pamiętajmy, że to My, Kibice rzeszowskiej Stali, stoimy na straży tych ponad 60-letnich tradycji. Jak śpiewał pewien wokalista: „Los się musi odmienić” ;)

Ku pokrzepieniu serc,

SZ

(foto: SZ)


...do archiwum