Wielu z Nas, jako kibiców futbolu bardzo interesuje się ligami na całym świecie i myślę, że największą popularnością cieszy się liga angielska. Akurat moje życie ułożyło się tak, że mam okazję przyjrzeć się jej z bliska. Życie w Manchesterze, i aktywne branie udziału w życiu sportowym tego miasta jest naprawdę niezwykłym przeżyciem.
Wszystkie puby i restauracje pękały w szwach, a zwłaszcza te, pod samym stadionem - jak słynny THE BISHOP BLAIZE, gdzie kolejka do wejścia do knajpy ma czasami długości które odstraszają najbardziej wytrwałych. Wszystko tylko po to, żeby choć przez moment poczuć w tym ogromnym ścisku atmosferę przedmeczowego szaleństwa i gromkich śpiewów. Wśród bywalców Bishop Blaze, często można spotkać starych załogantów ze słynnej RED ARMY.
W każdym bądź razie pierwsze spotkanie z ta atmosfera, i możliwość obejrzenia spotkania z 75000 widownia daje wspaniałe doznania. Ale w tym co piszę nie znalazłoby się nic ciekawego, gdybym opisał tylko to, co przeżyłoby prawdopodobnie 99% osób w mojej sytuacji. Po pewnym czasie zacząłem dostrzegać wiele innych aspektów.. Otóż jak wiemy, MAN UTD ma oponenta w postaci MANCHESTERU CITY.W Manchesterze istnieje obiegowa opinia, że UTD to klub dla turystów, natomiast prawdziwy angielski futbol to CITY.
I po pewnym czasie też doznałem podobnego wrażenia. Będąc na stadionie czerwonych diabłów, widzisz ogromną komercję i armie ludzi do robienia biznesu. Na obiekcie istnieje masa restauracji, sklepów, i niestety odnosisz wrażenie że wielu z tych ludzi, nie kreci futbol, a jedynie nazwy i miejsca. Szok?, no jasne ze tak! A największy przeżyłem, gdy będąc na meczu piłkarskim najlepszej drużyny europejskiej, będąc w części przeznaczonej dla VIP’ów, którzy płaca niewyobrażalne pieniądze za to, żeby wykupić osobne pomieszczenia do oglądania meczu w niezwykle komfortowym i ekskluzywnym otoczeniu.. tu uwaga.. W OGÓLE NIE OGLADĄJA MECZU, a często maja zasłonięte kotary, i jedyny kontakt z tym co się dzieje na stadionie, na którym sami zresztą siedzą, jest telewizor umieszczony w ich wygodnym pokoiku. Na samym stadionie, wydawać by się mogło że przy 75 000 gardeł, ma się zawsze niewyobrażalny doping...nic bardziej mylnego.
Ponieważ na tym stadionie w ogromnej części, można spotkać rozbawionych po pachy Chińczyków z bliżej nieokreśloną ilością aparatów na szyi, czy też Pakistańczyków, którzy na moment wychodzą ze swoich sklepików, żeby móc później przez następny tydzień opowiadać o tym, że byli na MAN UTD. Są tam obecne także wszystkie odmiany panów w turbanach i z brodami po kolana, którzy tyle wiedza o futbolu, ile dowiedzą się z programów przedmeczowych. Niestety, rodowici angole też się nie popisują, i panowie z biur ze swoimi znudzonymi partnerkami, które ziewają przez cały mecz wysyłając sms-y - także są na OLD TRAFFORD sporym odsetkiem. wiec jeżeli chcesz zobaczyć prawdziwych kibiców MAN UTD...skocz do pubu! Bo na stadionie są oni niestety w mniejszości.
Oczywiście taki stan rzeczy irytuje prawdziwych fanów i kibiców UTD, ale niewiele mogą oni zrobić, chociaż ostatnio widać mocniejsze akcenty protestu przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Choćby poprzez piosenki antypakistańskie na stadionie, oraz sytuacje wymiany zdań pod stadionem..
Inaczej sytuacja ma się na MANCHESTERZE CITY. Na City Of Manchester Stadium wszystko to odbywa się na mniejszą skalę, ale na stadionie czy w knajpach obok masz 100% angielską brać. W knajpach DJ puszcza stare dobre kawałki Sex Pistols, i rzeczywiście bardziej czuje się prawdziwa Anglię!
Może samych osiągnięć CITY nie da się porównać z oponentem zza miedzy, ale myślę że każdy patrząc na te dwa kluby, zobaczy ogromne różnice pomiędzy tymi dwiema piłkarskimi społecznościami. W Anglii futbol to religia, temat który jest na ustach większości ludzi i to każdego dnia. Niestety dlatego, że jest to bardzo często związane z pieniędzmi i prestiżem, pod kibiców podszywają się ludzie których interesuje tylko bycie w centrum uwagi, a nie futbol. Bo na zdrowy rozsadek, jeżeli ktoś mieszka w tym mieście od zawsze, afiszuje się ze swoim fanatyzmem i miłością do któregoś z klubów, i nagle na pytanie kiedy był ostatnio na meczu odpowiada, że był może ze dwa razy w życiu.. to jest to jakaś paradoksalna sytuacja.
Zresztą, Anglicy to niebywali bajkopisarze, opowiadają o sytuacjach, które nie miały miejsca, albo miały miejsce, lecz są nie warte uwagi, a opowiadane są przez nich z takim przejęciem w głosie, jakby wrócili z jakiejś historycznej bitwy. Osobiście marzę o tym żeby w Polsce, ludzie którzy rządza PZPN, czy też klubami zaczęli kochać to co robią, i stawiać interes klubu i Kibica ponad swój prywatny interes. Wtedy zaczniemy osiągać sukcesy, a autorzy tychże sukcesów będą mieli swoje miejsce w sercach Kibiców juz na zawsze.
Myślę że to największa nagroda dla działacza, który wpisuje się w chlubna historię ukochanego klubu. Tak jest tu - w Anglii, gdzie też to wszystko budowano latami, a ojcowie sukcesu są osobami o znacznym prestiżu i niejednokrotnie z ogromna fortuną, a to dlatego, że robiąc wszystko to kierowali się w działaniach pasją i miłością do futbolu.. reszta przyszła sama. W Polsce natomiast, większość zarządzających kieruje się miłością do siebie samych, i do swoich prywatnych kont bankowych..
Dlatego też rzeczywistość jest właśnie taka .Kto pierwszy to zrozumie, i zmieni ten obraz polskiej piłki... tym szybciej osiągnie sukces.
foto 1. : Przed Old Trafford, prezentacja upamiętniająca ofiary katastrofy lotniczej z dnia 6 lutego 1958 roku w Monachium.
foto2. : Pub Kibiców Manchesteru City FC.
(Revolution)
...do archiwum
