Listy z Emigracji: TO CAŁE ŻYCIE!

W ten sposób odpowiedział mi Mark, gdy zapytałem go o to, czym jest dla niego chuliganka. Czyli jest ona częścią Jego życia, tak samo jak praca (której zresztą nienawidzi), jego była żona (której ponoć jeszcze bardziej nie znosi) jak jego dzieci i przyjaciele..

Zwykły, bardzo pozytywny człowiek na pierwszy rzut oka, ale po chwili daje się zauważyć parę starych ran na jego głowie. Rany te powstały od tłuczonych butelek, drewnianych belek, noży i wszystkiego co możecie sobie wyobrazić. Wskazując na każdą z osobna, Mark opisuje krótko skąd się wzięła.
 
To blizna pozostała po butelce użytej w walce po meczu w Londynie z Chelsea, a to rana kluta po potyczkach z Leeds United. Mark jest kibicem The Citizens, czyli niebieskiej strony Manchesteru. Dokładniej mówiąc był (bo twierdzi, że juz nie jest) mocno związany z ekipa Guv"nors z MAN CITY.

Co do samego miasta, to fani obydwu zespołów są „wymieszani” na jego terenie, i z tego co mi wiadomo nie ma konkretnych dzielnic niebezpiecznych dla jednych, albo też drugich. Bardziej chodzi o miejsca związane z ekipami, lub środowiskiem kibicowskim. Dodam, że w rachubę w tym mieście (co może niektórych dziwić) wchodzą jeszcze kibice ze STOCKPORT COUNTY. Jest to jakby odrębne miasto, a formalnie dzielnica Manchesteru, można tu przyrównać sytuację do ośrodków miejskich jakie mamy na Śląsku lub w Trójmieście.

Gdy pytałem Marka o aktualną sytuację, powiedział mi, że wszystko diametralnie się zmieniło, że ta „słynna” angielska chuliganka straciła lata świetności. Wyjaśnił mi, że żeby w obecnej sytuacji doszło do jakiegokolwiek starcia, potrzebna jest sytuacja w której stanęłyby obok siebie konkretne ekipy, które „wiedzą” o co chodzi. Tutaj większość społeczeństwa jest związana z futbolem, wiec jeśli w ciągu dnia, dajmy na to kibic CITY mija na ulicy setki kibiców MAN UTD nikomu do głowy nie przychodzi myśl o jakakolwiek formie walki.

Zwłaszcza, że w Anglii za barwy dostaje się oklep, jeżeli jak naprawdę samemu sprowokuje się sytuacje. Albo ma się cholernego pecha, bo inaczej nikt nie zwraca uwagi na to, w jakiej chodzisz koszulce czy szalu. Najwyżej można usłyszeć niepochlebny komentarz. Wyjaśniłem mojemu angielskiemu koledze, że w Polsce - w miastach z dwoma klubami, powielenie tej sytuacji często kończy się wizyta na pogotowiu.

Ostatnią głośniejszą akcję kibice „niebieskich” zanotowali na meczu ostatniej kolejki zeszłego sezonu Premiership (z Middlesbrough FC) któremu ulegli bagatela 8-1. Więc po tym dziwnym meczu, część sfrustrowanych chłopaków (średnia wieku 40 lat) postanowiła trochę „poszarpać” kibiców gospodarzy, oraz zmienić wystrój w paru knajpach, sprawdzając to jak długo może lecieć stolik w stronę okna :) .

W nagrodę miejscowe gazety umieściły zdjęcia osób uczestniczących w tym zajściu w ramach poszukiwań sprawców. Z opowieści Marka dowiedziałem się, że są jeszcze czasami organizowane wjazdy do knajp konkretnych grup, ale często jest to też związane z interesami gangów z danych dzielnic. Co jest istotne, w porównaniu ekip polskich i angielskich - to różnica wieku i samo podejście. W Anglii patrząc na największych zadymiarzy w grupie, widzimy konkretnych typów w wieku powyżej 30 lat. W Polsce jak wiemy, są znacznie młodsze składy. Co do kwestii podejścia, w Anglii nie ma organizacji - to są typowe „spontany”. W Polsce kibice często podchodzą do tego aspektu bardzo profesjonalnie.

 Jeżeli chodzi o MAN UTD, to również nie jest to to samo co kiedyś. Dawniej przy piwie rozmawiałem z Andy’m który twierdził, że działał w RED ARMY. Opowiadał mi, jak w swoim 45 letnim życiu przemierzał Anglię jak i Europę siejąc z ekipa terror, który był właściwie nie do zatrzymania. Mówił, że na początku wszyscy.. policja, społeczeństwo itd. Itp., nie byli przygotowani i nie bardzo też wiedzieli, co to znaczy dobra chuliganka. Tymczasem, gdziekolwiek pojawiali się fani UTD, robili wszystkim dookoła przyspieszony kurs wiedzy na temat nazwy RED ARMY.

Podkreślał, ze dawniej ludzie mieli większy honor, i trwalsze zasady, byli o wiele odważniejsi, a na temat młodych ekip powiedział że to c... które bez noża, czy pistoletu robią w gacie przed przeciwnikiem. Słowa Andy’ego miały dość spore potwierdzenie w pamiętnym meczu z AS ROMA dwa lata temu. Po wyjeździe do Włoch, i dostaniu tam oklepu od kibiców i policji z każdego miejsca w mieście dochodziły słuchy, że na UTD pokażą „makaronom” co to znaczy angielski hool"s - w ramach zemsty za pamiętny wyjazd.

Stawiłem się pod stadionem około godziny szesnastej, i udałem się w miejsce gdzie znajduje się skupisko knajp i sklepików spożywczych. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem tam...fanów ROMY, którzy jakby nigdy nic bawili się i pili w dość sporej ilości w liczbie około 300.Co dziwniejsze, otoczeni oni byli wręcz miażdżącą ilością kibiców Czerwonych Diabłów.. Więc w tym miejscu zadałem sobie pytanie...CO Z TA ZEMSTA??

Dopiero po ok.30 min. pojawiła się grupka jakichś 30 starszych załogantów z browarem w ręce, i z tego co widziałem byli w takim samym szoku, w reakcji na sytuacje którą tam zastali. Dopiero ta ekipa nie patrząc na beznadziejnych napinaczy którzy nic nie robili, ruszyła z butelkami na Włochów. Po paru sekundach „makarony” były w odwrocie z paroma rozbitymi głowami i nosami. Do tego, po paru minutach do akcji wkroczyła policja w dość zdecydowany sposób. Na tym atrakcje się skończyły! Tylko na mieście (jak zwykle) chodziły historie niestworzone o godzinnych walkach do ostatniej kropli krwi, i o swoistej rzezi na fanach ROMY. A co do mediów w mieście.. to nie okazały się lepsze niż dzieci z wybujałą fantazją.

Jak już wspomniałem wcześniej, swoje „przebłyski” na mieście mają też fani ze STOCKPORT, którzy jak to się mówi "z nienacka" potrafią się zaprezentować dość dobrze, o czym przekonało się już parę ekip odwiedzających Manchester. Jedna z bardziej znanych akcji miała miejsce około dwóch lat temu, kiedy to nieświadomi kibice jednej z drużyn przejeżdżając obok pubu zauważyli parę osób pijących piwko.

Momentalnie wpadli na pomysł pogonienia ich i spuszczenia lekkiego oklepu w ramach atrakcji wyjazdowych... Wiec wysypali się z autokaru, i dobiegając do pubu stali juz na przeciwko 100 chłopaków ze Stockport County :), którzy rozprawili się z oponentami dość bezwzględnie, i postanowili udoskonalić im autokar, tak ażeby przybysze w dalszej podróży mogli się mocno przewietrzyć.

Reasumując, z moich spostrzeżeń wynika, że na dany moment w Manchesterze nie dominuje żadna konkretna grupa. A co bardzo ważne, zapały takowych grup niweluje obowiązujące prawo, które jest tu bezwzględne dla piłkarskich chuliganów. Osobiście chciałbym natomiast, żeby sytuacja jaka ma miejsce odnośnie barw w Anglii, przeniosła się na grunt polski. Opowiadam się za tym, aby noszenie koszulki czy szalika nie kończyło się problemami z ekipa przeciwnej drużyny. No chyba, żeby ktoś prowokował i szukał problemów, ale to juz inna historia..

(Revolution)

foto: Miejsce w którym miało miejsce zajście opisane w artykule.

 

...do archiwum