Każdy z Nas zna doskonale ta definicję, lecz zakładam że dla każdego może mieć nieco inne brzmienie. Dla jednych są to Mistrzostwa Świata, dla innych jest to każdy mecz Ukochanego Klubu. Dla nas Kibiców Stali, często kojarzy się z derbowym pojedynkiem z rywalem zza miedzy. Bo przy tym określeniu chodzi o to, co Człowiek czuje na długo przed, i długo po takim wydarzeniu. Nie mówię tylko o samym meczu, a wręcz przede wszystkim o oprawie i emocjach z nim związanych.
Nikt początkowo nie wierzył w doniesienia mediów o tym, że ze Szkocji na Finał wybiera się sto tysięcy fanów RFC. Rzeczywiście media się trochę pomyliły, bo przybyło ich w sumie sto pięćdziesiąt tysięcy!!! :) Moim punktem docelowym po obadaniu terenu, i wysłuchaniu chyba z dziesięciu kapel z Glasgow, które muzą przyjechały wspierać gardła spuchnięte od picia, był apartament mojego kolegi - Szkota, który zaprosił mnie do wspólnego świętowania z jego kumplami, którzy stawili się w liczbie 30 osób.
Początkowo byłem mało optymistycznie nastawiony, a to jak wiemy przede wszystkim dzięki wiedzy na temat wyjątkowej nienawiści do katolików ekipy Rangers. W tym miejscu ciekawostka.. zostałem przyjęty wręcz jak członek rodziny, i nikt nawet nie używał żadnych docinek, czy też głupich uwag na ten temat.
Wręcz przeciwnie - bardzo dobrze, i z ogromnym szacunkiem wypowiadali się oni na temat naszego JP II. Oczywiście dowiedziałem się, że istnieją bardzo niebezpieczne skrajności, ale jak to sami określili; tylko najwięksi psychole cierpią na tak a przypadłość. Ja w związku z moja polska gościnnością zaproponowałem zgrzewkę Tyskiego, co zostało przyjęte z ogromna radością mocno skacowanej załogi. Tu kolejna ciekawostka...SZKOCI NIE SĄ DUSIGROSZAMI Tak, dokładnie te wszystkie dowcipy o szkockiej oszczędności to mity. Temperamentem i gościnnością Szkoci bardzo przypominają Polaków. Zostałem mimowolnie obdarowany flagami, szalikami, trąbką koszulka w 5 minut :).
Przez kolejne godziny spędzone na placach i skwerach, już nie wiedziałem co pić i jeść tyle tego przynosili i bardzo protestowali, gdy chciałem się dołożyć do czegokolwiek. Na ulicach było widać cale rodziny, nawet z najmłodszymi pociechami, flagi z nazwami miast z całego świata m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Australii czy Francji. Rzecz jasna w barwach RFC.
Z racji tego, że już około południa we wszystkich sklepach brakowało jakiegokolwiek alkoholu, miałem na to pewien patent – był nim polski sklepik na uboczu. To tak ucieszyło towarzystwo, że wymyślili w sekundę pieśń dziękczynną w ramach podziękowań, wszystko to za zdobycie dziesięciu zgrzewek piwa i paru flaszek wódki. Wszystko wlewali w siebie ze smakiem. Śpiewom i radości ludu nie było końca..
Świat wokół na chwilę zwariował.. był niebieski. Miała miejsce prawdziwa inwazja, niosąca swoisty pokaz szkockiej kultury I samych pozytywnych wrażeń na niewiarygodną wręcz skalę.
Jedynie (jak wielu z was wie) pod koniec miały miejsce małe starcia, które jak zwykle „fantastyczne” media przedstawiły jako bestialskie i makabryczne zachowanie pijanych szkockich kibiców.
Może w skrócie wyjaśnię, że sprawa poszła o to, że w drugiej połowie meczu na największym placu, gdzie zebrało się kilkanaście tysięcy kibiców, przestał działać telebim. W skutek czego ludzie zaczęli się mocno bulwersować. Niestety angielska policja nie wytrzymała ciśnienia, i zaczęła „uspokajać” tłum w sposób siłowy...i zaczęło się. Jednakże w tych zajściach uczestniczyła jedynie 200-osobowa grupa, więc był to zaledwie ułamek procenta z liczebności szkockich kibiców. Mimo to, media w Anglii jak I na całym świecie sugerowały, że banda bandytów ze Szkocji przyjechała zniszczyć miasto Manchester.
Jeśli miałoby być tak rzeczywiście, to zapewne w takiej ilości Rangersi zrównaliby miasto z ziemią.
Tak naprawdę, wybito jedynie kilka szyb, a w całych zajściach ucierpiało kilku mundurowych. Jak na tak wielką imprezę – przy wielotysięcznej masie kibiców, to nic się nie stało, wyrządzone szkody okazały się mniejsze, niż po zabawie w pierwszej lepszej wiejskiej remizie w sobotni wieczór. Ale afera była na dwa tygodnie pisania i pokazywania w TV. W wielkim skrócie opisałem, jak to wyglądało...aha, no przecież byli tam także kibice Zenitu. Ale ci w większości wyglądali bynajmniej śmiesznie – klasyka w wykonaniu panów - podkoszulki na ramiączkach a’la późny Gierek, do tego obowiązkowo pasy z saszetką, plus NRD-owski dresik i klapeczki. Natomiast panie świeciły z daleka różem na policzkach, mocno czerwoną szminką a całości dopełniała zwykle obowiązkowo spódniczka z wycieranego dżinsu. Były to standardy mody z rynku na Dołowej :D. Ogólnie nie wnieśli nic swoja postawą do tak wielkiego widowiska.
Powiecie: "zaraz, ale gdzie tu opis meczu?", a ja Wam na to odpowiem, że może to i dziwne, ale sam mecz tak nie elektryzował towarzystwa jak samo bycie w tym miejscu. Co ciekawe, wszyscy mieli ogromny dystans do wyniku, chociaż rzecz jasna wiele łez polało się z oczu nawet największych twardzieli!
Zakończyłem swoje " szkockie piłkarskie święto" o godzinie "X". Czyli bliżej nieokreślonej, z uczuciem wielkiego przemęczenia. Po tym Finale Pucharu UEFA jedno wiem na pewno! Każdemu z całego serca życzę, aby przeżył coś tak fantastycznego, i nie mówię tutaj o wielkich, największych imprezach sportowych. Mam na myśli raczej spotkanie na swojej drodze o spotkanie takich ludzi, i klimat który zapamiętacie na zawsze. Mam nadzieję, że może w przyszłości będziemy mogli sami sobie organizować Nasze „piłkarskie święta” na rzeszowską skalę, I to niezależnie od wyników. Bo prawdziwe emocje to ludzie ...to My tworzymy "piłkarskie święta". Jedną z najbliższych okazji do ich stworzenia, będą piłkarskie Derby Miasta Rzeszowa.
(foto: Ulice Manchesteru około godziny 9 rano)
...do archiwum
